plątanina myśli, emocji i nie zawsze zrozumiałych uczuć...
piątek, 22 stycznia 2010
Dawno mnie tu nie było... Macierzyństwo nie pozwala mi już na wiele takich prostych, przyziemnych spraw... Ale nie narzekam, nie marudzę - cudownie jest przezywać kolejny dzień i widzieć jak Maleństwo rośnie, staje się silniejsze... I obserwować ten cud..
17:03, mysz_szara
Link Komentarze (2) »
czwartek, 27 sierpnia 2009
Maleństwo daje mi nieźle popalić...

nigdy nie myślałam, że opieka, wychowywanie noworodka jest taką ciężką harówką... na nic nie mam czasu, ciągle się czymś stresuję, boję o mojego synka... wiem, że to na pewno minie po jakimś czasie, kiedy już oswoję się z moją nową rolą - rolą matki... nadal przychodzi mi to z trudem, ale nie zamieniłabym mojego maleńkiego A. na nikogo ani nic innego...

robię się sentymentalna...
środa, 19 sierpnia 2009
w piękny piątkowy poranek, 14 sierpnia na świat przyszedł nasz śliczny synek...

3,8 kg i 56 cm żywej miłości...
piątek, 17 lipca 2009
całe szczęście, że w pracy i w domu mam klimatyzację, gdyż w przeciwnym razie chyba bym się ugotowała... dobija mnie ten upał... i mam wrażenie, że niedługo urodzę małe słoniątko...
dodatkowo, wewnętrzny niepokój i stres powodują, że jednym słowem jestem rozdrażniona, a przez to upierdliwa...

nie wiem jak Ł. ze mną wytrzymuje...
poniedziałek, 13 lipca 2009
jeszcze 32 dni...

z jednej strony - bardzo się boję...
z drugiej strony - nie mogę się doczekać...


czwartek, 09 lipca 2009
w pracy istny kołowrotek... chcę teraz zakończyć jak najwięcej spraw, żeby za 3 tygodnie spokojnie i z czystym sumieniem pójść na urlop... 
poniedziałek, 06 lipca 2009
weekend spędziliśmy z Ł. w jednej z typowo popegeerowskich, kieleckich wiosek, gdzie mam letni domek po babci... miało być spokojnie, miło, cicho... miało być...

było... właściwie nie wiem jak było... cały pobyt wspominam jako jedną wielką pomyłkę...

ludzie , których znam od urodzenia (bądź co bądź ponad ćwierć wieku) na początku patrzyli na mój brzuszek z Maleństwem z uśmiechem...i zasypywano nas pytaniami typu:
"O, nie wiedziałam, że się pobraliście!"
"Kiedy mieliście ślub?"
"Dlaczego mnie nie zaprosiłaś na wesele?"
i tak dalej, i tak dalej...

dopiero nasze odpowiedzi:
"Nie, nie wzięliśmy ślubu"
"Nie, na razie nie planujemy wesela"
"Nasz synek będzie miał dwa nazwiska"
spowodowały, że te uśmiechy schodziły ludziom z twarzy, a pojawiały się kpiące uśmieszki, zszokowane miny, pełne niedowierzania spojrzenia...

a czy to ważne, czy mnie i Ł. łączy ślub?
zawsze wydawało mi się, że miłość to odpowiedzialność za drugą osobę, to patrzenie w tym samym kierunku, to wspólne plany i marzenia... to pewność, że ta druga osoba nigdy nie zawiedzie...

widocznie się mylę... widocznie mam jakieś dziwne poglądy...

poniedziałek, 29 czerwca 2009
coraz większa panika... coraz bardziej się boję...

nie wiem czy sobie poradzę w nowej roli, w roli matki... przeraża mnie myśl, że już niedługo pojawi się ktoś, kim za kogo muszę wziąć całą odpowiedzialność, wychować na dobrego człowieka i sprawić, aby życie miał szczęśliwe...

Ł. mówi, że damy radę, że na pewno wszystko się uda... a ja mam takie straszne obawy...
piątek, 22 maja 2009
byliśmy dzisiaj z Ł. w wybranej klinice, gdzie ma się urodzić nasze Maleństwo... zdecydowaliśmy się na prywatną klinikę, gdyż tam nie robią problemów z wykonaniem cesarskiego cięcia na życzenie... a ja nie dam rady urodzić dziecka normalnie, w bólach, jękach, stresie... paraliżuje mnie przed tym ogromny lęk i to, że po prostu mam słabą odporność na ból, a widok krwi powoduje u mnie mdłości... wiem, lepszy byłby naturalny poród, wszyscy mi to mówią... ale, jakby nie było, to moje ciało, moja decyzja... Ł., jak zawsze, mnie wspiera, a mając w Nim oparcie, wiem, że moje decyzje są słuszne...

jedziemy dzisiaja z Ł. do Wiednia na kilka dni... tak z powodu kaprysu...
czwartek, 21 maja 2009
lubię to, co robię... praca sprawia mi ogromną satysfakcję... ciągłe zmiany, ciągłe dokształcanie, ruch i brak monotonii to coś co uwielbiam...

czasami spotykam się z opinią, że wszyscy prawnicy to zło tego świata i pijawki żerujące na krzywdzie ludzkiej... że jesteśmy ukierunkowani wyłącznie na zarabianie i ciągle nam mało... takie stereotypowe myślenie znacznej większości społeczeństwa jest krzywdzące...

nie wiem, czy inni zdają sobie sprawę, jak wiele wysiłku kosztowało absolwenta prawa skończenie studiów... jak wiele nieprzespanych nocy siedziało się nad ustawami i komentarzami... ile mocnych kawa się wypijało jednego dnia i ile wypaliło się papierosów... a po skończeniu tego wymarzonego kierunku czekało na nas jeszcze tyle schodów do góry - egzamin na aplikację, stres, praca... i znowu nieprzespane noce, znowu głowa pełna nowych pomysłów, znowu nauka najnowszych przepisów...

boli mnie bardzo opinia ludzi, którzy nie szanują naszej pracy, naszej wiedzy, naszego dążenia do celu... a przecież my też jesteśmy ludźmi, mamy swoje plany, marzenia, dążenia... mamy chwile załamania i płaczemy takim samymi łzami jak inni... mamy w życiu szczęśliwe dni i śmiejemy się pełna piersią...

dlaczego ludzie tego nie rozumieją?
polska rzeczywistość...
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26